Kraków: 503 618 066,      Katowice: 780 150 343      
 Kraków: 503 618 066,      Katowice: 780 150 343      

Chodzenie na palcach u dzieci – norma czy zaburzenie?

Osteopatia,
0

Wstań i zrób kilka kroków. Jeśli pierwsza ląduje na podłożu pięta, potem obciążasz zewnętrzną część stopy i w końcu przenosisz ciężar ciała na palce – prawdopodobnie masz prawidłowy wzorzec motoryczny chodu. Spójrz teraz na swoje dziecko. Chodzi na palcach? Zupełnie odwrotnie niż trzeba! Czyli coś jest nie tak? A może tak powinno być? Nie wiesz? Dowiedz się, o co chodzi w chodzeniu na palcach u dzieci.

Wszystkie kroki dozwolone?

Gdy dziecko „pójdzie w świat” i postawi pierwsze kroki, mogą one być dalekie od ideału. Dlaczego? Ponieważ doświadczenie chodzenia jest dla maluszka zupełną nowością i ogromnym wyzwaniem. Nic więc dziwnego, że szkrab robi to na multum sposobów, ucząc się i doskonaląc nową umiejętność. – Wielu dzieciom w wieku od 10–12 miesięcy do 3 lat zdarza się chodzić na palcach – przyznaje nasz specjalista, osteopata Bartosz Kmita. Chodząc na palcach – ale także na szerokiej podstawie, na krawędziach stóp czy stopami do wewnątrz lub do środka – maluchy testują różne sposoby stawiania kroków i łapania równowagi.– Mniejsza płaszczyzna podparcia i wyżej ustawiony środek ciężkości ciała wymagają od dziecka dobrej kontroli stabilności. Chodzenie na palcach ćwiczy ją, jak również dostarcza nowych bodźców dla błędnika. Jeżeli dziecko chodzi tak od czasu do czasu, jest to zupełnie naturalne. Problem pojawia się, gdy proporcje odwracają się i maluch chodzi znacznie częściej na palcach niż na całych stopach – wyjaśnia ekspert.

Na palcach – dlaczego nie?

Powodem do zmartwień nie jest więc sporadyczne chodzenie na palcach. – Jeśli dziecko robi to czasem, nic mu z tego powodu nie grozi. 2-latek będzie tak chodził częściej niż 4-latek, ale przez większość czasu powinien prezentować chodzenie na palcach. Jeśli jest odwrotnie – dziecko chodzi na palcach wielokrotnie i każdego dnia, to może to już być niekorzystne. Należy więc zwrócić uwagę na proporcje między fizjologicznym chodem a tym na palcach – podkreśla osteopata. Chód na palcach jest bowiem działaniem wbrew Matce Naturze. Kosztuje nas o 53% więcej energii niż „chód normalny” (eksperyment zespołu prof. Carriera z Univrsity od Ultah). Jedne rejony ciała „zwalnia z pracy”, inne – przejmujące zadania tych pasywnych – zbytnio obciąża. – Dziecko które chodzi na palcach, buduje w swojej postawie duży dysbalans mięśniowy. Przeciąża przodostopie, a miednicę ustawia w dużym przodopochyleniu. Takie ułożenie ciała sprzyja wystąpieniu płaskostopia poprzecznego i wad postawy tj. pleców wklęsło-okrągłych – uczula terapeuta.

Głębszy problem – o co chodzi?

Przyczyn chodzenia na palcach może być wiele – autyzm, ADHD, diparezja (czyli obustronne porażenie kurczowe, tzw. zespół baletnicy), dystrofia mięśniowa (tj. zanik mięśni), przykurcze lub skrócenie ścięgna Achillesa czy nadwrażliwość dotykowa w podeszwach stóp. – Wszystkie te powody faktycznie wiążą się z tą nieprawidłowością. Jednak na terapię do nas w większości trafiają dzieci bez wymienionych wyżej zaburzeń, które chodzą na palcach. Z punktu widzenia osteopatii przyczyn tego problemu należy doszukiwać się w dysfunkcjach napięcia mięśniowego. Otóż chodzenie na palcach generuje wysokie napięcie w dużych i silnych grupach mięśniowych (tj. łydka, tylna strona uda). W ten sposób dziecko kompensuje sobie obniżone napięcie w części centralnej ciała. Za sterowanie napięciem mięśniowym odpowiada głównie móżdżek, a problemy w jego funkcjonowaniu mogą mieć swoje źródło jeszcze w porodzie. Wtedy noworodek poddawany jest działaniu dużych sił kompresyjnych. Pod ich wpływem w czaszce i w klatce piersiowej powstają silne napięcia. Wyższe napięcie w tych okolicach sprawia, że drenaż z tylnego dołu czaszki do klatki piersiowej jest utrudniony, a przez to móżdżek nie jest wystarczająco ukrwiony. To odbija się negatywnie na jego pracy – tłumaczy osteopata z naszego Centrum.

Nie tędy droga – co szkodzi?

Chodzenie na palcach może być po części pokłosiem błędów opiekunów dziecka. Ci niecierpliwie wyczekując kolejnych kroków milowych w jego rozwoju, potrafią przyspieszać pionizowanie, siedzenie, stawanie czy w końcu chodzenie. Tymczasem każda z tych czynności opanowana przez malca samodzielnie i w swoim czasie, przygotowuje jego aparatu ruchu w zakresie reakcji równoważnych, reakcji obronnych i kontroli napięcia mięśniowego. Przeskakując ten etap adaptacji, narażamy maluszka na niepotrzebne powielanie błędnych wzorców lokomocji. Prowadząc dziecko za rączki, wręcz wymuszamy na nim chodzenie na palcach. – Jeżeli dziecko jest zdrowe, to jego naturalna, wrodzona droga do prawidłowego rozwoju jest naprawdę wiodąca i ciężko mu przeszkodzić w kroczeniu nią. Jednak po co mu w tym przeszkadzać i ryzykować, że zapędzimy jego rozwój w „ślepą uliczkę”, np. przez zbyt wczesne sadzanie czy ułatwianie wstawania. Dlatego zawsze w pierwszej kolejności nie przeszkadzamy dziecku i stwarzamy warunki do rozwoju – uczula Bartosz Kmita. Warto też zachować umiar w sięganiu po rozmaite gadżety. Huśtawki, skoczki czy antyreklamowe już przez specjalistów chodziki – mogą tylko działać na szkodę naszej pociechy..

Jak wspierać i pomagać?

Dziecięce stopy przygotowują się do chodzenia jeszcze w łonie mamy – przez uderzanie w jej brzuch pod różnym kątem i z różnych stron. Bynajmniej nie mają wtedy na sobie skarpet czy butów. Maluchowi uczącemu się chodzić warto pozwolić na to samo – czyli na chodzenie boso po rozmaitych podłożach. – Problemem dzisiejszych ludzi w kontekście funkcji stopy jest to, że chodzimy we względnie twardym obuwiu po płaskich powierzchniach. Przez to ograniczamy stopie możliwość pełnienia jej naturalnej funkcji czuciowej czy chwytnej. Stopa, tak jak dłoń, jest świetnym receptorem czuciowym. Daje mnóstwo informacji do OUN, dzięki czemu wpływa na jego rozwój i swoją prawidłową funkcję. Nie odbierajmy tego dziecku. Goła stopa i trawa, piasek, kamienie – do tego ona została stworzona. Buty lekkie, nietrzymające kostki (kto widział bobasa ze skręconą kostką!), szerokie przody, miękka, płaska nieamortyzująca podeszwa, bez obcasa czy podwyższenia z tyłu – takiego obuwia szukajmy. A wyprofilowana wkładka to już sprawa drugorzędna – radzi ekspert. Pozwólmy więc chodzić dzieciom ich własnymi drogami, wspierajmy je, ale nie przeszkadzajmy w rozwoju i obserwujmy, czy wszystko jest w porządku. Natomiast maluchom uporczywie chodzącym na palcach zapewnijmy fachową pomoc, na przykład właśnie osteopaty.

About the author

Leave a Reply